Wyspa Qeshm. Iran, jakiego nie znacie

Scroll down for practical info on Qeshm and Bandar Abbas-Dubai ferry (English)

Krajobraz wyspy Qeshm, fot. Kuba Głębicki
Krajobraz wyspy Qeshm (fot. Kuba Głębicki)
Hello wielbłądzie! (fot. Kuba Głębicki)
Hello wielbłądzie! (fot. Kuba Głębicki)
Las namorzynowy (fot. Kuba Głębicki)
Las namorzynowy (fot. Kuba Głębicki)

Kobiety na promie nosiły maski. Bogato zdobione, z dziwacznym czubem między oczami, przypominające trochę te znane z Wenecji. Ale to nie był karnawał. To było ich zwyczajne ubranie. Zakryte od stóp (skarpetki w 35-stopniowym upale), do głów. Widać było tylko ich oczy.

Kobiety na promie z Bandar Abbas, fot. Kuba Głębicki
Kobiety na promie z Bandar Abbas, (fot. Kuba Głębicki)

Przyjechaliśmy do Bandar Abbas nocnym autobusem z Shiraz i przetarliśmy zaspane oczy. Nad Zatoką Perską wstawało słońce. Wszystko było bardzo inne od tego, co widzieliśmy do tej pory. Mężczyźni nosili białe tradycyjne stroje, kobiety – kolorowe czadory. Wokół wałęsały się psy (w Iranie nie ma psów). Z nieba lał się żar. Wszyscy się na nas gapili. Poszliśmy na prom.

Bandar Abbas, fot. Asia
Bandar Abbas (fot. Asia)

Na promie to my się gapiliśmy. Głównie na kobiety w maskach, które bez ustanku gadały przez komórki. Nosiły ciężkie, obszyte cekinami spodnie, luźne suknie i chusty. Niektóre miały na skórze dłoni tatuaże z henny. Prom kołysał. Niektóre (łącznie ze mną) dostały choroby morskiej. Jedna miała na ręku niemowlę. Karmiła je piersią, przy wszystkich.

Na promie (fot. Kuba Głębicki)
Na promie (fot. Kuba Głębicki)

Wyspa Qeshm składa się z piasku i skał. Kiedyś to było dno morza. Dziś stąpa się po skamieniałych muszelkach.

Nie ma tam życia. Ziemia jest sucha i niegościnna. Przy drogach pasą się wielbłądy. Nie wiem, co jedzą, wielbłąd podobno zje wszystko. Nie ma publicznego transportu, ale każdy samochód jest taxi.

On the road, fot. Kuba Głębicki
On the road, (fot. Kuba Głębicki)

Lonely Planet podaje dwa miejsca, w których można się zatrzymać. My pojechaliśmy do wsi Shibderaz, do homestaya opisanego jako “Mrs. Fattahi’s”. Nie popełniajcie tego błędu. Powtarzam: NIE ZATRZYMUJCIE SIĘ TAM. 

Sama wieś jak wieś, kawałek plaży, parę domów, zero cienia, palmy. Malowniczo. Rzeczony homestay nie ma jednak nic wspólnego z irańską gościnnością, a pani Fattahi – w naszej opinii – chyba powinna zmienić zajęcie (i może nauczyć się odrobinę angielskiego). Dom, w którym mieszka wraz z liczną rodziną, był na naszej trasie jedynym, w którym czuliśmy się unwelcomed. Do tego stopnia, że po jednej nocy spakowaliśmy manatki i przenieśliśmy się do wioski Tabl, do pana Aminiego (też jest w LP) – jednogłośnie najfajniejszej miejscówki, w jakiej byliśmy w Iranie.

Nie ubarwiam i nie dramatyzuję. Uwierzcie, sami byliśmy w szoku, jak niechętnie można traktować gości, jak bardzo można uważać ich za chodzącą gotówkę. Nigdy nic podobnego nas nie spotkało. Ani w Iranie, ani nigdzie indziej. Więc jeszcze raz, dużymi literami: PANI FATTAHI – NIE. PAN AMINI – TAK.

Qeshm - trzymają się tylko palmy (fot. Kuba Głębicki)
Qeshm – trzymają się tylko palmy (fot. Kuba Głębicki)
Zachód słońca w Shibderaz (fot. Kuba Głębicki)
Zachód słońca w Shibderaz (fot. Kuba Głębicki)
Shibderaz, fot. Asia
Shibderaz (fot. Asia)
Shibderaz, fot. Asia
Shibderaz (fot. Asia)

Och, pan Amini, trzy razy tak! Ubrany w swoją białą szatę, krząta się od rana do wieczora. Jego dom to już właściwie hotel, ale on – jak na dobrego gospodarza przystało – wielu rzeczy dogląda sam. Zagaduje, zamawia taksówki, rezerwuje bilety.

Pokoiki urządzone są wokół chłodnego dziedzińca. Śpi się na podłodze i śpi się doskonale. Jest klimatyzacja. Nocleg ze śniadaniem kosztuje 9 dolarów (300 tys. riali), posiłki (200-300 tys. riali) były najlepsze, jakie jedliśmy. Jest czysto, miło, socjalnie. Na koniec pan Amini bierze kartkę i ołówek, a wy mu mówicie, co jedliście i ile nocy spaliście. Wierzy na słowo.

Organizuje też przeróżne wycieczki w przystępnych cenach. Mangrowce? Proszę bardzo. Geopark? Nie ma problemu. Oglądanie delfinów? Rejs na wyspę Hormoz? Zwiedzanie wioski Laft? Co tylko chcecie.

Pierwszego dnia chcieliśmy mangrowce. Co na to mangrowce? Mangrowce jadły nam z ręki i wyglądały tak:

Mangrowce? Mangrowce to nam z ręki jadły! (fot. Asia)
Mangrowce? Mangrowce to nam z ręki jadły! (fot. Asia)
fot. Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)

Drugiego dnia chcieliśmy Geopark. To zdecydowanie jedno z najbardziej niezwykłych geologicznie miejsc, jakie widzieliśmy. Mówiłam wam już, że Qeshm była kiedyś dnem oceanu? Wzięła się i wypiętrzyła. I teraz wygląda o tak:

fot Kuba Głębicki
Dno oceanu. Wypiętrzone (fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
A to jest STRASZNA RĘKA (fot. Kuba Głębicki)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
fot. Asia
Fotograf w akcji (fot. Asia)
fot Kuba Głębicki
Wyglądają jak kurki (fot. Kuba Głębicki)

Geoformacje ogląda się super, gorzej z tym, że z nieba leje się upał, a krótkiego rękawa przecież nie wolno. Ale warto. Najsłynniejszym miejscem Geoparku jest kanion, do którego trzeba przejść kawałeczek ścieżką…

Idziemy, idziemy i idziemy...
Idziemy, idziemy i idziemy…
fot. Asia
…i dalej idziemy…
I jakoś dojść nie możemy. Nie, żartuję. To jakieś 10 minut marszu.
I jakoś dojść nie możemy. Nie, żartuję. To jakieś 10 minut marszu.
Aż w końcu naszym oczom ukazują się takie cuda! (fot. Kuba Głębicki)
Aż w końcu naszym oczom ukazują się takie cuda! (fot. Kuba Głębicki)
fot. Asia
(fot. Asia)
fot Kuba Głębicki
(fot. Kuba Głębicki)
Woda ze źródła. Można pić (fot. Kuba Głębicki)
Woda z podziemnego źródła. Można pić (fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
I jak mam teraz wyjść? (fot. Kuba Głębicki)
I jak mam teraz wyjść? (fot. Kuba Głębicki)

No więc kanion jest niesamowity, wygląda jak z Gwiezdnych Wojen i musicie go zobaczyć. Ale to wcale nie koniec atrakcji. Do oglądania jest też jaskinia solna, po której chodzi się w zupełnej ciemności (weźcie latarki). Czad!

This slideshow requires JavaScript.

Przedtem pojechaliśmy jednak jeszcze w jedno miejsce – do lokalnej stoczni. Na Qeshm nadal używa się tradycyjnych, drewnianych rybackich łodzi. Są ogromne i wyglądają naprawdę imponująco. Co najmniej jakby budowano kolejne arki Noego.

Arka Noego? (fot. Kuba Głębicki)
Arka Noego? (fot. Kuba Głębicki)
Gotowe łodzie (fot. Kuba Głębicki)
Gotowe łodzie (fot. Kuba Głębicki)
Chwila odpoczynku (fot. Asia)
Chwila odpoczynku (fot. Asia)
fot. Asia
(fot. Asia)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
(fot. Kuba Głębicki)
Zdjęcie na pamiątkę (fot. Kuba Głębicki)
Zdjęcie na pamiątkę (fot. Kuba Głębicki)

Największa atrakcja czekała jednak na końcu. Tylko nikomu nie mówcie. Kąpałam się w Zatoce Perskiej. W kostiumie. Na plaży. Świadkowie są, ale przysięgli milczeć aż po grób, a Allah – mam nadzieję – nie widział.

Taakie ryby! (fot. Kuba Głębicki)
Taakie ryby! (fot. Kuba Głębicki)

I to było chyba najfajniejsze, co nam się w Iranie zdarzyło. Pan Amini i cudowne wieczory – z Asią i Damianem, a potem z Tomem i Valerianem, przy pestkach słonecznika i herbacie. Kąpiel w morzu i jaskinia, którą mieliśmy tylko dla siebie. Kobiety noszące maski. Przepyszny seafood. Rejs wśród lasu mangrowców. Traumatyczne doświadczenie (zdecydowanie najgorsze jak do tej pory) z pobytu u pani Fattahi szybko wyrzuciliśmy z pamięci. Naprawdę żal było odpływać.

Ale odpłynęliśmy. Jednym susem do innego świata, świata świetnie zaopatrzonych supermarketów, w których jest nawet wieprzowina (choć to kraj muzułmański) i restauracji, gdzie jest nawet alkohol (jak wyżej). Do Dubaju.

Dubaj na horyzoncie! (fot. Kuba Głębicki)
Dubaj na horyzoncie! (fot. Kuba Głębicki)

Do Dubaju popłynęliśmy promem. 10 godzin (a może 12…). Prom był super. Dało się spać, dali jeść i traktowali jak VIP-ów (albo nierozgarniętych turystów, jak kto woli). Praktyczne info na temat promu poniżej.

Na promie z Bandar Abbas do Dubaju
Na promie z Bandar Abbas do Dubaju
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
Wschód słońca nad Zatoką Perską (fot. Kuba Głębicki)
Wschód słońca nad Zatoką Perską (fot. Kuba Głębicki)

HOW TO GET TO QESHM AND HOW MUCH IT COSTS

Bandar Abbas – Qeshm ferry – 125 000 rials per person, boats leave when full, duration: ca. 50 minutes

Qeshm: DON’T STAY AT MRS FATTAHI’S HOUSE – we did and felt very unwelcomed there, treated as walking cash only. One night with breakfast and dinner costs 500 000 rials. The food is good, so is the cleaniness, but the atmosphere sucks. And to tell the truth, there is not much to do in Shibderaz and Mrs Fattahi didn’t seem to be happy to organize anything for us.

STAY THOUGH at MR AMINI’S HOUSE in Tabl. The best homestay we’ve had in Iran. Clean, nice, hospitable, great place. B&B costs 300 000 rials, meals between 200 000 (fish) to 300 000 rials (shrimps). Meals are delicious. Mr Amini can organize tours to the nearby Mangrove Forest (Harra Sea Forest) – 700 000 rials per boat (up to 4 people) or Geopark (half day, 3 million rials for the minibus – up to 10 people, totally worth it!). A taxi from Qeshm Town to Tabl cost us 500 000 rials. Taxi Qeshm-Shibderaz – 800 000 rials (but probably you could get a far cheaper one).

FERRY FROM BANDAR ABBAS TO SHARJAH

Ferries leave on Wednesdays and Saturdays at 9 pm. BUT you have to be in the ferry terminal at 5 pm (what for, I don’t really know, as for 2 hours you do nothing but wait). We bought tickets through an agency in Yazd, but there were people buying them just before the departure. The price is 2 700 000 rials. No cabins, everyone sleeps in shared space (single males have separate places). If there is room, you will have a row of 4 seats for yourself which means you can lay comfortably at night.

Although the departure was scheduled for 9, we left maybe at 10.30. We arrived in Sharjah around 10 am, then proceeded to customs and immigration, which lasted a while, but went smoothly.

Dinner (chicken rice), tea and breakfast are included in the ferry ticket price. We felt very safe and it was quite comfortable. Recommended.

 

 


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.