Esfahan. Z wizytą w irańskim domu

Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
Na placu Naqsh -e- Jahan, fot. Kuba Głębicki
Sprzedawca jedwabiu, fot Kuba Głębicki
Sprzedawca jedwabiu, fot Kuba Głębicki

– It’s not an islamic territory – głosiła kartka przylepiona w pokoju. Nie trzeba było chodzić w hidżabie. No to zdjęłam. Zdjęłam też mój zielony mundurek i zasiadłam na dywanie, żeby obejrzeć wiadomości. Zagraniczne, z satelity.

W Iranie nie można mieć anteny satelitarnej. Nie można też trzymać psów, nosić krótkich spodni, być homoseksualistą i pić alkoholu.

Anten satelitarnych jest w Iranie pełno. Psów pewnie też jest trochę. Gejów i lesbijek zapewne również. Co do reszty, możecie się domyślić.

W Esfahanie odwiedziliśmy dwa domy – dwa zupełnie różne domy. W jednym siedzieliśmy przy stole, w drugim – po irańsku, na dywanie. W jednym na tymże dywanie także się śpi. W drugim nie. W jednym można było nosić zwyczajne ciuchy, w drugim gospodyni powitała nas spowita od stóp do głów w coś w rodzaju czadorowej podomki. W jednym słuchaliśmy muzyki, w drugim gospodarze przepraszali nas co jakiś czas i wychodzili się pomodlić.

W obu nas nakarmiono, napojono i przyjęto z otwartymi ramionami. W obu toczyliśmy wiele rozmów o  polityce, jedzeniu, Polsce, Iranie i wielu innych rzeczach. Pisałam już wam, że Irańczycy są niesamowici? Naprawdę są.

Na bazarze, fot. Kuba Głębicki
Na bazarze, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Sprzedawczyni w sklepie z pamiątkami, fot. Kuba Głębicki
Sprzedawczyni w sklepie z pamiątkami, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki

Trafiliśmy akurat na obchody święta Aszura, czyli rocznicy śmierci imama Husajna pod Karbalą. O tym, jak wyglądają, jeszcze wam napiszę, ale jednym ze zwyczajów jest rozdawanie jedzenia i herbaty na ulicy. – Czy widzieliście Aszurę? – pytali obcy ludzie. – Czy obchodzicie ją w Polsce? Czyli jesteście chrześcijanami, tak? A jedliście już darmowy lunch? I co, dobry był?

Fajne mają tradycje, co?

Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
W bocznych uliczkach, fot. Kuba Głębicki
W bocznych uliczkach, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Rzeka była, ale wyschła, fot. Kuba Głębicki
Rzeka była, ale wyschła, fot. Kuba Głębicki

Esfahan to piękne miasto, pełne zabytkowych meczetów, pałaców, parków i mostów nad rzeką, której obecnie nie ma, bo wyschła.  Ale znów nie to było najważniejsze. Najfajniej było, tak szczerze, gdy padał deszcz, a my siedzieliśmy na stołeczku i wcinaliśmy kurczaka z rożna. Albo siedzieliśmy na placu, obserwując toczące się życie. Albo siedzieliśmy na dywanie, pogryzaliśmy jakieś dziwne rzeczy (chyba będę wam musiała zrobić listę dziwnych rzeczy, które jedliśmy w Iranie) i gadaliśmy. O religii i polityce, a jakże.

A poza tym było tak:

Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
Esfahan, fot. Kuba Głębicki
W miejskim autobusie, fot. Kuba Głębicki
W miejskim autobusie, fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Esfahan jest fajny. Duże miasto, turystów trochę, ale się plączą raczej pomiędzy miejscowymi, można się schować. Gdybyście chcieli fajny nocleg w Esfahanie, to napiszcie, prześlę namiary.

A na oglądanie “domowych” zdjęć zapraszamy do nas już po powrocie do Polski. Czasem trzeba rozgraniczyć to, co publiczne od tego, co prywatne.

This slideshow requires JavaScript.


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.