Welcome to Iran

Najpierw mamy ogłoszenie parafialne: Internet irański ma prędkość taką jak u nas drzewiej połączenie przez modem, nie działa Facebook, WordPress też zresztą nie, więc posty wrzucamy przez komórkę metodą chałupniczą.* Ale najważniejsze, że działa 🙂

Ale niech będzie od początku. Mieliśmy przylecieć do Teheranu z Ankary. Mieliśmy już bilety. Ale zdecydowaliśmy się przejechać przez turecki Kurdystan (o tym jeszcze będzie) i koniec końców granicę między Turcją a Iranem przekroczyliśmy pieszo. Z tureckiego Doğubayazıt leżącego u stóp góry Ararat wsiedliśmy w busa, który wysadził nas pod szlabanem. Przeszliśmy posterunki tureckie, potem ziemię niczyją i dotarliśmy do budek irańskich. Powitał nas czarujący immigration officer, wbił do paszportu pieczątkę, a z granicy zabrał na stopa kierowca autobusu.

Processed with VSCOcam with f2 preset
fot. Kuba Głębicki

Potem było już łatwo. W przygranicznym Bazarganie wymieniliśmy pieniądze, napychając kieszenie milionami riali, wzięliśmy taksówkę do Maku, a stamtąd autobusem dostaliśmy się do Tabrizu. I tu zaczyna się właściwa opowieść.

Processed with VSCOcam with a6 preset
Mam bilet i nie wiem, co jest na nim napisane, ale go nie oddam!

Krótko można ująć to tak: wszystko, co o Irańczykach słyszeliście, o ich gościnności i życzliwości, jest prawdą. Tabriz nie jest najbardziej turystycznym miastem świata, obcokrajowcy lokalsom więc jeszcze nie spowszednieli i są witani z najwyższymi honorami. – Welcome to Iran – słyszeliśmy na każdym kroku. Nieśmiertelne pytania to: Where are you from? What is your job? Is it the first time you visit Iran? Do you speak English in Poland?

Taak, te ostatnie mogą dziwić, jakbyśmy co roku przyjeżdżali sobie do Iranu na wakacje, a w Polska była brytyjską prowincją… Ale z drugiej strony, czy wy z marszu powiedzielibyście, w jakim języku mówi się w Iranie? 🙂

Z tą rodziną spędziliśmy urocze popołudnie na trawniku. Śmiechom nie było końca (fot. Kuba Głębicki)
Z tą rodziną spędziliśmy urocze popołudnie na trawniku. Śmiechom nie było końca (fot. Kuba Głębicki)
Dziewczyny są studentkami w Tabrizie. Wszystkie mają konta na instagramie. (fot. Kuba Głębicki)
Dziewczyny są studentkami w Tabrizie. Wszystkie mają konta na instagramie. (fot. Kuba Głębicki)

No więc pogawędki. Dużo pogawędek. Baaardzo dużo, bo każdy chce zamienić kilka słów, poćwiczyć angielski. Zaproszenia, na herbatę, na obiad, ciągła troska o to, czy nam się podoba, czy nie potrzebujemy pomocy, czy wszystko na pewno ok. – Jeśli będziecie potrzebowali czegokolwiek, możecie zawsze do mnie zadzwonić – usłyszeliśmy co najmniej kilka razy. Irańczycy są niesamowici. Gdy szukaliśmy konkretnej knajpki, pół ulicy nam pomagało. Gdy przystanęliśmy przy meczecie zrobić zdjęcie, jak spod ziemi wyrosła dziewczyna, która wręczyła nam herbatę i siatkę z prowiantem. Wiele osób mówi po angielsku, ale nawet ci, którzy nie znają wcale tego języka, chcą pogadać.

Z rzeczy kłopotliwych? Cyferki. Cyferki (po lewej) wyglądają tak:

Pilnie uczymy się liczyć. Jak widzicie, bardzo się ta umiejętność przyda
Pilnie uczymy się liczyć. Jak widzicie, bardzo się ta umiejętność przyda

Z dalszych kłopotów to pewnie jesteście ciekawi, jak to jest chodzić cały dzień w chuście. No więc tak: fajnie to nie jest, ale już się przyzwyczaiłam. Kupiłam też sobie irańską sukieneczkę i mój codzienny outficik prezentuje się tak:

fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

Ale Iranki… Iranki! Jaka tu jest rewia mody, nikt by nie pomyślał 🙂 Hidżaby ledwie-ledwie zasłaniają włosy, a tuniki pośladki. Staranny makijaż, tatuaże, wysokie obcasy. Poprawiane u chirurga nosy (Iran to pod tym względem potęga), silikonowe usta. Oczywiście, są kobiety w czadorach, większość nosi się bardzo skromnie, na czarno. Ale są i drogie torebki, gdzieniegdzie błyśnie kawałek smukłej szyi i dekoltu, a i hidżab od Louis Vuitton się zdarza. Jestem tym kompletnie zafascynowana.

Blond włosy to wcale nie taka rzadkość (fot. Asia)
Blond włosy to wcale nie taka rzadkość (fot. Asia)
Kolory też są (fot. Asia)
Kolory też są (fot. Asia)

Poza tym? Poza tym pary spacerują za rękę, w sklepach z grubsza wszystko jest, dziewczyny flirtują z chłopakami, wrzucają zdjęcia na Instagram i życie toczy się tak, jak wszędzie indziej na świecie. Są tu nawet bary, które wyglądają jak bary i sprzedają piwo oraz napoje z bąbelkami. Oczywiście bezalkoholowe.

* Jesteśmy w Teheranie i mamy przyzwoity internet w hotelu. Ale wygląda to tak: Kuba zgrywa zdjęcia z aparatu prosto na telefon, obrabia je i wrzuca przez aplikację WordPressa (która działa). A ja piszę na komputerze i usiłuję nie wywalić w kosmos całego hotelowego wifi. Nie ma lekko, ale obiecujemy, że jeszcze coś napiszemy. W drodze jest m.in. notka o Kurdystanie i praktyczny przewodnik po Turcji. Wypatrujcie!

Teheran. Zatłoczona metropolia, w której smog zalega przez 200 dni w roku (fot. Kuba Głębicki)
fot. Kuba Głębicki
fot. Kuba Głębicki

 

Bazar w Tabrizie. Must see! (fot. Kuba Głębicki)
Bazar w Tabrizie. Must see! (fot. Kuba Głębicki)

 


3 thoughts on “Welcome to Iran

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.